Pierwszy dzień w kopalni w 1972 roku i spojrzenie na wnuka rozpoczynającego dziś tę samą drogę. Opowieść o pracy w kopalni Ogorzelec, o ludziach, wartościach i ciągłości pokoleń, które mimo upływu lat pozostają niezmienne.

Dziadek poprawił się na krześle, jakby chciał znaleźć wygodę nie tylko dla pleców, ale i dla wspomnień. Za oknem mrok cicho osiadał na szybie, a w blasku choinki🎄tańczyły drobne pyłki kurzu – jakby ktoś rozsypał nad stołem gwiezdny pył.

– Wiesz, Michałku… – zaczął cicho. – Pierwszy raz poszedłem do kopalni w siedemdziesiątym drugim roku. Zima była ostra, taka, że śnieg skrzypiał pod butami jak szkło❄️, a oddech zamarzał na szaliku. Droga do Ogorzelca wydawała się wtedy dłuższa niż dziś. Może dlatego, że człowiek szedł nie tylko w śniegu, ale i w nieznane.

– Bałeś się, dziadku? – zapytała cicho siedząca tuż obok, przysłuchująca się wnuczka.

Oczywiście, że się bałem. Pamiętam ten pierwszy dzień, jakby to było wczoraj. Staliśmy w kilku – młodzi, zziębnięci, udający twardych. A przede mną wyrastała ściana ciemnego kamienia, amfibolitu, który błyszczał tu i ówdzie, jakby ktoś powciskał w niego kawałki nocy🌌. Pomyślałem wtedy: „To będzie moje miejsce”🪨. I tak zostało na całe życie.

Dziadek na chwilę zamilkł, wpatrując się w płomień świecy, który drżał lekko od oddechów zgromadzonych🕯️.

Najbardziej tęsknię za ludźmi. Maszyny można wymienić, linię technologiczną produkcji kruszyw przebudować, ale twarzy i głosów już nikt nie przywróci. Był Staszek – śmiał się tak głośno, że gdy zaczynał, echo niosło się chyba aż po sam las. Góry miał we krwi⛰️. Po latach zginął wysoko w górach, poszedł za swoją pasją tam, gdzie niewielu ma odwagę dojść. Czasem myślę, że po prostu wspiął się wyżej, niż my umiemy jeszcze zrozumieć.

Są i inni, których pamiętam po gestach. Józek, co zawsze ostatni wychodził z wyrobiska, sprawdzając, czy wszystko jest bezpieczne. Ten, co dzielił się kanapką, choć sam miał niewiele. Heńka, co potrafił jednym krzykiem wyrwać człowieka z nieszczęścia. I ten, co zawsze po cichu pomagał nowym – pokazywał, gdzie trzymać się z dala od ściany, której sypie się rumosz, a gdzie koła wozideł lubią grzęznąć w błocie.

Dziś ich krzeseł przy tym stole brakuje, ale wiesz … jak zamknę oczy, to widzę, jak siedzą tu z nami. Śmieją się, poprawiają czapki i żartują, że barszcz za rzadki🍲.

W tamtych czasach wszystko było trudniejsze, ale jakby prostsze zarazem. Człowiek nie miał wiele, ale to, co miał, smakowało mocniej. Chleb z masłem po mroźnej szychcie pachniał jak najlepsza uczta🥖, a kubek gorącej herbaty w szatni był jak święto☕. Pamiętam, jak wracałem z kopalni zmęczony tak, że ledwo stałem, a mimo to brałem na ręce twoją mamę – wtedy jeszcze małą dziewczynkę👧. W jej oczach nie widziałem pyłu ani potu. Widziała tylko tatę, który wrócił. To dla takich chwil człowiek rano zawiązywał buty i szedł znowu.

Dziadek spojrzał za okno, jakby chciał zobaczyć jednocześnie tamtą zimę i tę dzisiejszą.

W Ogorzelcu przez te wszystkie lata „łamaliśmy tę samą skałę”. Wpierw urabialiśmy ją materiałami wybuchowymi, aby załadować urobek i wozić go do kruszarki, gdzie produkowaliśmy kruszywa do budowy dróg, mostów i linii kolejowych, po których jeżdżą ludzie w całej Polsce. Człowiek niby całe życie patrzy na kamień, a tak naprawdę pracuje dla tych, których nawet nie zna – kierowców na autostradzie, maszynistów, dzieci jadące autobusem do szkoły.

Wiesz, Michałku … – dziadek uśmiechnął się lekko. – Kiedy jeżdżę po naszych lokalnych drogach, duma rozpiera starego człowieka. Widzę drogi zbudowane z kruszywa z kopalni w Ogorzelcu, widzę mosty, skrzyżowania i zakręty, które lepiej znam niż własną kieszeń. I myślę sobie: mimo upływu czasu nadal służą mieszkańcom naszych wiosek i miast. Z tej skały powstały ich codzienne drogi do pracy, do szkoły, do kościoła.

I tak minęły lata. Świat się zmienił – papierowe legitymacje zamieniły się w plastik, stare maszyny w nowe, a ja z młodego chłopaka stałem się tym starcem, co siedzi dziś przy końcu stołu. Ale wiesz, co jest dziwne? Jak staniesz rano w kopalni, zamkniesz oczy i wciągniesz to mroźne powietrze, poczujesz, że wiatr jest dokładnie taki sam jak w siedemdziesiątym drugim. Ten sam zapach kamienia, tej samej ziemi. Jakby czas krążył w kółko, a nie gnał do przodu.

Dziś jest 2025 rok. Kopalnia nadal pracuje, a ty, wnuku, wkraczasz tam, gdzie ja kiedyś stałem pierwszy raz⛏️. Patrząc na ciebie, widzę siebie – tę samą mieszaninę strachu, dumy i ciekawości.

Zapamiętaj trzy rzeczy.

Wytrwałość – bo kamień nie poddaje się od razu, a człowiek też nie powinien💪. Nie zniechęcaj się pierwszymi dniami, zawód górniczy poznaje się latami, nie tygodniami.

Skromność – bo ziemia i skała szybko uczą, że nie jesteśmy panami świata🌍. Słuchaj starszych, patrz uważnie, nie wstydź się pytać. Lepiej zadać pytanie niż zrobić błąd.

Koleżeńskość bo w kopalni nikt nie jest samotną wyspą. Los jednego splata się z losem drugiego🤝. Pilnuj kolegów tak, jak chciałbyś, żeby ciebie pilnowali.

Dziadek przeżegnał się powoli, z czułością, jakby ten znak robił w swoim życiu tysiące razy✝️.

– Pismo mówi, że wszystko ma swój czas. Mój czas dobiega końca, a Twój dopiero się zaczyna. Przez całe życie wierzyłem, że nad górnikiem czuwa nie tylko Pan Bóg, ale i święta Barbara 🙏 – ta, do której modlili się nasi ojcowie. Dlatego proszę dla ciebie o podwójną opiekę: Boże błogosławieństwo i jej straż nad każdym dniem w kopalni.

– Kiedy pewnego dnia, o świcie, staniesz w kopalni i poczujesz ten sam wiatr, który ja czułem przed latami, pamiętaj: nie jesteś tam sam🌅. Są z tobą ci, którzy pracowali przed tobą i my tutaj, przy tym stole, modlący się, żebyś zawsze wracał do domu❤️. Zrozumiesz wtedy, że ta historia nie zaczęła się ode mnie ani nie skończy się na tobie. Jest ona jak ten kamień – trwa i czeka, nawet gdy zmienia się wszystko dookoła.

Masz pytania odnośnie oferty?

Skontaktuj się z nami za pomocą formularza kontaktowego. Nie chcesz czekać ? Skontaktuj się z nami bezpośrednio

biuro@kopalniaogorzelec.com.pl
75 742 44 26